18/11/2012

Jagódka

https://www.youtube.com/watch?v=ECRSI6WBzQ0



JAGÓDKA

Żył raz mąż i żona z baśni, może cię to trochę zdziwi,
że w bajecznym kraju właśnie, bardzo byli nieszczęśliwi.
- Co mi z domu i ogrodu, skarży żona się od rana,
co mi z masła, mleka, miodu, co mi z tego, żem kochana.

Nic nie cieszy mnie na świecie, pusto będzie dookoła,
póki małe złote dziecię do mnie Mamo nie zawoła.
Nie chcę pieska ani kotka, ni kanarka, ni papużki,
niech córeczka mała złota do mnie śmieje się z poduszki.

Usłyszała te błagania czarownica, zła sąsiadka.
- Chcesz córeczki moja pani, dobrze, będzie z ciebie matka.
Przywołała zła starucha czarodziejskie swoje moce,
już skrzydłami wali puchacz, wąż przyczołgał się z pomocą.

Ogród sadzą tam we troje, w nim jagody świeże, młode.
- Twoje dziecko będzie moje, gdy choć jedną zjesz jagodę.
Świt do okien zamku puka. Otworzyła żona młoda.
Patrzy, czarodziejska sztuka, błyszczy rosa, szemrze woda.

Ogród wyrósł w ciągu nocy, ile kwiatów, jagód kiście,
świecą niby modre oczy otulone w mokre liście.
- Wstawaj mężu, wstawaj luby, nie ociągaj się kochanie,
jeśli nie chcesz mojej zguby, przynieś jagód na śniadanie.

Mąż zasmucił się i przybladł. - Żono, grzech po cudze sięgać.
O, już życie mi obrzydło, taki z ciebie niedołęga.
Co miał robić, przestraszony skradl kobialkę jagód całą,
ledwie przyniósł ją do żony, zjadła, a już woła: Mało!

Rad czy nie rad znowu przelazł mur wysoki do sąsiada,
Wtem starucha: - Mam cię teraz!, i kosturem go okłada.
Za pół roku od tej pory żona córkę ci urodzi.
Ja Jagódkę wam zabiorę, albo zamknę cię, boś złodziej.

Jak rodzona dobra matka waszej córce będę sprzyjać.
Zgadzasz się? Wyjąkał: - Tak Tak, by wywinąć się od kija.
Nie minęło sześć miesięcy, obietnico straszna w skutkach,
w domu słychać śmiech dziecięcy, urodziła się Jagódka.

Nie mówili nic nikomu, strzegli, by ich śliczna córka
nie wybiegła nigdy z domu za wysoki mur podwóka.
aby wiedzma gdzies z zasadzki nie ujrzała modrych oczu,
ust jak dwa różane płatki i złocistych dwóch warkoczy.

Śpiew ją zdradził, głos wspaniały jak przeczyste srebrne dzwonki,
aż na niebie oniemiały i słowiki i skowronki.
Usłyszała wiedźma stara przyleciała na puchaczu,
po Jagódkę sięga zaraz nim ktokolwiek to zobaczył.

Na nic płacze i lamenty, już Jagódka hen za płotem,
raz ostatni przed zakrętem błysnął w słońcu warkocz złoty.
Na wysokiej wieży w borze uwięziona w grubych murach,
chociaż tęskni, zejść nie może, ani schodów ani sznura.

Smutna piosnka płynie z wieży, nikt piosenki tej nie słucha,
czasem przemknie dzikie zwierzę i kosmatym strzyże uchem.
Raz na dobę czarownica u stóp wieży w dłonie klaśnie,
- Hej Jagódko, Hej pannico, spuść warkocze, jestem właśnie.

 

Złoty warkocz z muru zwisa, tak spleciony przez dziewczynę,
że do góry czarownica wchodzi niczym po drabinie.
Potem schodzi i znów z wieży płynie piosnka pod obłoki.
Czasem przemknie dzikie zwierzę i tak mija rok za rokiem.

Aż usłyszał raz w południe syn królewski śpiew w gęstwinie.
Podniósł oczy, Ach jak cudnie! i zakochał sie w dziewczynie.
Ona zrzuca mu warkocze, przedtem je ze sobą splata.
On do muru już przyskoczył, jak na skrzydłach do niej wzlata.

Objął ją i pocałował. - Ale jak zejdziemy na dół?
Ona szybko i bez słowa po królewską sięga szpadę.
Ciach - odcięłą złote kosy. - Ach - wykrzyknął król żalośnie.
- Och nie żaluj moich włosów, warkocz znowu mi odrośnie.

Wziął Jagódkę swą na siodło, konia spina ostrogami,
a po drodze wiedźmę podłą stratowali kopytami.
Z ojcem, matką zamieszkali w wielkim zamku, hen na górze,
tam szczęśliwie żyją dalej i pożyją jeszcze dłużej.